Zełenski odrzuca zarzuty o wysadzenie Nord Stream i oferuje pomoc w śledztwie
Prezydent Ukrainy zaprzeczył w niedzielę, by jego kraj miał cokolwiek wspólnego ze zniszczeniem gazociągów Nord Stream na dnie Bałtyku. Zadeklarował przy tym gotowość włączenia się w wyjaśnianie sprawy. Jego słowa padły w chwili, gdy w Europie trwają zatrzymania na podstawie nakazów wydanych przez Niemcy.
Wołodymyr Zełenski zabrał w niedzielę głos w sprawie sabotażu na bałtyckich rurociągach. Prezydent Ukrainy powiedział: „Niemcy doskonale wiedzą, że Ukraina nie stała ani za przeprowadzeniem tej operacji, ani za samym pomysłem jej przeprowadzenia". Podkreślił też, że Ukraina „oficjalnie nigdy nie uczestniczyła" w wysadzeniu Nord Stream 2.
Kijów nie ogranicza się jednak do samego zaprzeczenia. Zełenski zapowiedział, że jego państwo chce pomóc w ustalaniu okoliczności zniszczenia gazociągów i wesprzeć tych, którzy prowadzą postępowanie.
Deklaracja padła w szczególnym momencie. W Europie dochodzi bowiem do kolejnych zatrzymań osób ściganych na podstawie nakazów aresztowania wystawionych przez stronę niemiecką. W minionym tygodniu w Chorwacji ujęto Wołodymyra Żurawlowa, wobec którego istnieją podejrzenia, że to on przeprowadził tę akcję.
Dostępne relacje nie są zgodne co do szczegółów. Część z nich mówi ogólnie o gazociągach Nord Stream, inne wskazują wprost na Nord Stream 2 jako obiekt, którego dotyczy zaprzeczenie prezydenta. Rozchodzi się też opis adresata oferty pomocy: raz mowa jest o współpracy z Niemcami przy śledztwie, raz — szerzej — o wsparciu dla partnerów zaangażowanych w wyjaśnianie sprawy.
W szerszym ujęciu warto pamiętać, że wątek polityczny i prawny biegną tu równolegle. Obok deklaracji składanych publicznie działa procedura, w której niemieckie organy wydają nakazy, a inne państwa je realizują. Materiały, którymi dysponujemy, nie mówią nic o dalszym losie zatrzymanego w Chorwacji ani o ustaleniach śledczych, dlatego przesądzanie czegokolwiek na tym etapie byłoby przedwczesne.