Wojsko zaczyna próby dronów o zasięgu 1000 km. Będą alerty RCB
Siły Zbrojne przystępują do prób bezzałogowców krajowej produkcji, zdolnych działać na dystansie około 1000 km. Maszyny polecą bez głowic bojowych, a osoby mieszkające pod wyznaczonymi korytarzami powietrznymi mają być uprzedzane komunikatami Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
O starcie prób poinformował wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk. Armia buduje zdolność nazywaną Deep Precision Strike, czyli możliwość dokładnego uderzania w odległe cele za pomocą relatywnie tanich systemów bezzałogowych. Teraz ma się okazać, co potrafią rozwiązania proponowane przez krajowych producentów, a jednym z głównych kryteriów będzie wspomniany tysiąc kilometrów.
Próby zaplanowano etapowo. Na początku maszyny sprawdzą się na poligonach i dopiero po spełnieniu wojskowych wymagań przejdą do lotów w specjalnie wydzielonych korytarzach powietrznych. Wtedy też bezzałogowce mogą być dostrzegalne z ziemi w części kraju. Resort obrony zaznacza, że w tej fazie żadna z maszyn nie będzie uzbrojona w głowicę bojową. Podawany dystans to parametr konstrukcji, a nie zapowiedź, że każdy z dronów pokona nad Polską tysiąc kilometrów.
Mieszkańcy rejonów objętych lotami mają być uprzedzani z wyprzedzeniem, a kanałem przekazu będzie Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Na razie nie ma ani mapy korytarzy, ani rozpiski terminów, więc nie wiadomo, gdzie ostrzeżenia faktycznie dotrą.
Sens całego przedsięwzięcia to odstraszanie: armia chce razić cele setki kilometrów od miejsca startu, nie sięgając za każdym razem po bardzo kosztowne pociski. Tomczyk mówił o prowadzeniu takich działań „na dużą skalę” i przy „akceptowalnym koszcie”. Pełnej listy testowanych konstrukcji nie ujawniono; nieoficjalnie wskazuje się, że wśród nich może być produkowany już seryjnie Fly Focus Striker.
Równolegle na targach zbrojeniowych MSPO w Kielcach pokazano Gladiusa 2 — drona odrzutowego z głowicą bojową o masie 30 kg. Maszyna ma trafić do polskiej armii w ramach kontraktu o wartości 9,3 mld zł netto, finansowanego przez mechanizm SAFE. Adam Bartosiewicz, współwłaściciel WB Electronics, przekonywał: „Trzeba mieć odwagę stawiania na niezależność i na polskiego inżyniera, bo on nie jest głupi”.
Doniesienia rozchodzą się w dwóch punktach. Producenta Gladiusa określa się raz jako WB Electronics, raz jako WB Group. Różni się też sam opis premiery: od pierwszego polskiego drona odrzutowego po kolejną odsłonę istniejącego już systemu uderzeniowego, przeznaczonego do rozpoznania i precyzyjnych ataków, na który wojsko zdążyło złożyć zamówienie.
W szerszym ujęciu warto pamiętać, że kalendarz i zasięg terytorialny prób pozostają nieznane, a wraz z nimi odpowiedź na pytanie, które regiony zobaczą bezzałogowce nad głowami jako pierwsze.