Walki na zachodnim wybrzeżu Jemenu zmuszają dziesiątki tysięcy cywilów do ucieczki
Nasilające się starcia rebeliantów Huti z jemeńską armią rządową wypychają mieszkańców z domów – zarówno w głąb kraju, jak i do Dżibuti. Szacunki skali przesiedleń wyraźnie się różnią, a w niedzielę ataki sięgnęły nawet terytorium Arabii Saudyjskiej.
ONZ ocenia, że ponad 100 tys. mieszkańców Jemenu musiało porzucić swoje domy i szukać bezpieczniejszego miejsca w granicach własnego państwa. Organizacja wiąże to z gwałtownym nasileniem walk na zachodnim wybrzeżu.
Rebelianci z ruchu Huti prowadzą ofensywę, której cel jest jasny: przejąć kontrolę nad całą linią brzegową kraju. Naprzeciw nich stoi armia rządowa, wspierana przez Arabię Saudyjską. W niedzielę obie strony atakowały się od rana do wieczora. Do uderzeń dochodziło również na terytorium saudyjskim.
Część uciekających nie zostaje w Jemenie, tylko kieruje się do afrykańskiego Dżibuti. Tamtejsze władze przekazały, że dotarło do nich co najmniej 1,4 tys. osób uciekających przed walkami. Informacja ta obiegła media w niedzielę. Liczba cywilów opuszczających kraj ma przy tym rosnąć.
Dane o skali kryzysu nie są spójne. Jedne doniesienia mówią o ponad 100 tys. osób przesiedlonych wewnątrz Jemenu, inne, również powołujące się na ONZ, podają liczbę co najmniej 76 tys. nowych przesiedleńców wewnętrznych, liczonych od lipca. Z dostępnych informacji nie wynika, czy różnica bierze się z innego okresu, za jaki prowadzono wyliczenia, czy z późniejszej aktualizacji danych. Podobnie jest z Dżibuti: raz mowa ogólnie o tysiącach ludzi szukających tam schronienia, raz o konkretnej, znacznie skromniej brzmiącej liczbie co najmniej 1,4 tys.
W szerszym ujęciu: w Jemenie trwa wojna domowa, w którą zaangażowani są między innymi rebelianci Huti oraz Arabia Saudyjska. Walki o wybrzeże pokazują, że skutki konfliktu wykraczają poza granice samego Jemenu – zarówno militarnie, jak i humanitarnie.