Urodzenia w Polsce zatrzymały się na poziomie 237 tys. po ośmiu latach spadków
Roczna suma urodzeń w Polsce od pół roku niemal nie drgnęła — w styczniu 2026 wyniosła 237,3 tys., w czerwcu 237,2 tys. Wcześniej wskaźnik kurczył się nieprzerwanie przez osiem lat. Dane studzą jednak nadzieje: mamy do czynienia z zatrzymaniem spadku, a nie z odbiciem.
Zmiany nie widać w pojedynczym miesiącu — dopiero zestawienie dwunastu kolejnych miesięcy pokazuje, że krzywa się wypłaszczyła. Na początku roku roczna suma urodzeń sięgała 237,3 tys., w czerwcu 237,2 tys. W ciągu sześciu miesięcy ubyła więc jedna dziesiąta tysiąca, czyli praktycznie nic. Wcześniej, przez osiem lat, każdy kolejny odczyt był niższy od poprzedniego.
Wstępne dane GUS za pierwsze sześć miesięcy nie dają jednak podstaw, by mówić o wzroście. Od stycznia do końca czerwca na świat przyszło mniej więcej 115 tys. dzieci — o około tysiąc mniej niż rok wcześniej. Sam czerwiec zamknął się liczbą blisko 20 tys. noworodków. Wyróżnia się marzec, gdy urodzeń było o 6,4 proc. więcej niż dwanaście miesięcy wcześniej; w pozostałych miesiącach spadki okazały się płytsze niż w minionych latach.
Dla porównania: w październiku 2017 roku dwunastomiesięczna suma sięgała 403,7 tys., a w samym tym miesiącu urodziło się 35,3 tys. dzieci. Dzisiejszy pułap jest zatem o ponad 160 tys. niższy od ówczesnego szczytu. Na drogę w dół złożyło się wiele czynników: pandemia, wojna w Ukrainie, wysoka inflacja, drożejące życie i kłopoty z dostępem do mieszkań, które podkopywały poczucie stabilności u młodych ludzi myślących o dziecku.
Powodów wyhamowania nie da się sprowadzić do jednego. Wymienia się lepszą koniunkturę, niższą inflację, uspokojenie po pandemii oraz zatrzymanie wzrostu cen mieszkań. Rolę mógł odegrać także rządowy program finansowania in vitro — pierwsze dzieci z tego programu urodziły się w 2025 roku. Istotne jest również tło: kobiet w wieku rozrodczym jest coraz mniej, więc samo utrzymanie liczby urodzeń oznacza w praktyce lekką poprawę dzietności.
Współczynnik dzietności, który w 2025 roku osunął się do rekordowo niskiego 1,07, przy utrzymaniu obecnego tempa może w 2026 roku dojść do 1,11–1,12. Do prostej zastępowalności pokoleń potrzeba jednak około 2,1, a więc dystans pozostaje ogromny.
Bilans demograficzny wciąż jest głęboko ujemny. W pierwszej połowie 2026 roku zgonów było znacznie więcej niż urodzeń — naturalny ubytek szacuje się na około 95,5 tys. osób. Pod koniec czerwca kraj zamieszkiwało blisko 37,24 mln osób, o 159 tys. mniej niż rok wcześniej. Dostępne relacje nie różnią się ani w liczbach, ani w ich interpretacji.
Warto pamiętać, że o trwałości zmiany przesądzi druga połowa roku. Jeśli roczna suma utrzyma się w okolicach 237 tys., 2026 będzie pierwszym rokiem od 2017, który nie przyniesie kolejnego wyraźnego zjazdu w dół.