Trump potwierdza: po szczycie NATO w Ankarze opuścił Turcję innym samolotem
Donald Trump przyznał, że po lipcowym szczycie NATO w Ankarze wracał do kraju maszyną inną niż Air Force One. O zmianie zdecydowały służby, powołując się na zagrożenie. Część doniesień, powołujących się na informacje z Izraela, wiąże je z irańskim planem ataku na prezydencki samolot.
We wtorek prezydent USA potwierdził to, o czym informowano już wcześniej: droga powrotna ze szczytu NATO w Ankarze wyglądała inaczej, niż wynikało z komunikatów Białego Domu. Zamiast Air Force One Trump skorzystał z innej maszyny. Jak tłumaczył, nie była to jego inicjatywa — rekomendacja wyszła od funkcjonariuszy Secret Service oraz wojskowych, którzy mieli wiedzieć o zagrożeniu.
— Chyba pojawiło się jakieś zagrożenie — przyznał prezydent. — Nie dopytywałem o nie zbyt szczegółowo. Groźby uznał przy tym za miarę znaczenia: „prezydenci, którzy się nie liczą", jak stwierdził, gróźb nie dostają. W części relacji pada jeszcze jedno zdanie: „Chcieli, żebym to zrobił, więc to zrobiłem". Przytaczana jest też ocena Trumpa, że samolot, którym ostatecznie leciał, „byłby bardziej prawdopodobnym celem".
Druga część opowieści pochodzi z doniesień z Izraela. W środę pojawiła się informacja, że ostrzeżenie przekazał Amerykanom wywiad Izraela: Iran miał w czasie szczytu przygotowywać zamach na prezydencką maszynę. W tej wersji ewakuacja wygląda bardzo konkretnie. Ochroniarze mieli wyprowadzić Trumpa z pokładu Air Force One tak, by nikt tego nie zauważył, po czym ciężarówka cateringowa dowiozła go do samolotu wojskowego, którym potajemnie opuścił Turcję.
Relacje nie są zgodne w kilku punktach. Część z nich łączy domniemane zagrożenie z doniesieniami po wznowieniu ataków na Iran i cytuje prezydenta przyznającego, że szczegółów nie zna; w innych mowa jest o konkretnym ostrzeżeniu izraelskiego wywiadu. Różni się też opis planu: raz mowa o zamachu na samolot, raz wprost o jego zestrzeleniu. Inaczej rozkłada się również autorstwo decyzji — od samych agentów Secret Service po służby bezpieczeństwa razem z wojskiem. Rozjeżdża się nawet sposób przewiezienia prezydenta: raz ciężarówka cateringowa, raz kontener.
Warto pamiętać, że w żadnej z relacji nie ma oficjalnego potwierdzenia irańskiego planu ze strony amerykańskich czy izraelskich instytucji — wątek zamachu opiera się na nieoficjalnych doniesieniach. Bezsporne pozostaje wyłącznie to, co powiedział sam prezydent: maszyna została zmieniona i nie on o tym zdecydował.