Terytorialsi w podwyższonej gotowości po wichurach, tysiące interwencji straży
Wojska Obrony Terytorialnej mają być gotowe do wyjścia w teren w ciągu sześciu godzin. Taki stan potrwa dwie doby, do poniedziałku. Powodem są wichury i burze, po których strażacy liczą wyjazdy w tysiącach — najwięcej zgłoszeń przypadło na Mazowsze.
Wojska Obrony Terytorialnej działają w trybie podwyższonej gotowości. Powodem jest silny wiatr i pogoda, która w wielu częściach kraju stała się trudna. Formacja ma wspierać służby ratownicze oraz administrację publiczną tam, gdzie okaże się to potrzebne.
Decyzję ogłosił wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, który kieruje MON. Stan podwyższonej gotowości rozpisano na 48 godzin, czyli do poniedziałku. Pierwsze pododdziały mają być zdolne ruszyć do zadań w ciągu sześciu godzin.
Skala pracy strażaków rosła z godziny na godzinę. We wcześniejszym podsumowaniu, obejmującym czas do godziny 8, mowa była o przeszło 1,9 tys. wyjazdów do zdarzeń po przejściu frontu burzowego. Nowszy bilans mówi już o ponad 6,5 tys. interwencji, a najwięcej zgłoszeń przypadło na Mazowsze.
Te dwie liczby nie muszą się wykluczać — dotyczą różnych momentów liczenia. W dostępnych opisach nie ma jednak jednoznacznego wskazania, do której godziny odnosi się wyższa suma. Różnica jest na tyle duża, że pokazuje, jak szybko przybywało zgłoszeń w ciągu jednego dnia.
Warto pamiętać, że podwyższona gotowość nie oznacza automatycznie, że żołnierze już usuwają szkody. To stan przygotowania: jednostki czekają na sygnał od służb i administracji, a sześciogodzinny termin wyznacza jedynie czas reakcji. W szerszym ujęciu taki alert służy wzmocnieniu rezerw na wypadek, gdyby siły ratownicze przestały wystarczać.