Sygnał nad wschodnią Polską okazał się stadem ptaków. Wojsko zakończyło sprawdzanie
Radary zarejestrowały nad wschodnią Polską wskazanie sugerujące obiekt nadlatujący od strony Białorusi. W powietrze poszedł wojskowy śmigłowiec, a po niespełna godzinie okazało się, że powodem alarmu był duży klucz ptaków. Wojsko zapewnia, że zagrożenia nie było.
W niedzielę, 6 września, tuż po godzinie 13 armia przekazała pierwszą informację o możliwym naruszeniu polskiego nieba. Urządzenia obserwacyjne odebrały wskazanie, które mogło oznaczać obcy statek powietrzny lecący od strony Białorusi. Sprawdzenie odczytu powierzono Centrum Operacji Powietrznych – Dowództwu Komponentu Powietrznego.
Nad teren położony na wschód od Lublina, ciągnący się aż do linii granicy państwa, wysłano maszynę wojskową. „W ramach weryfikacji zapisów systemów radiolokacyjnych w rejon skierowany został wojskowy śmigłowiec" – podało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. Lot miał ustalić, czym naprawdę był zapis, i wykluczyć wariant, w którym odpowiadały za niego warunki pogodowe albo anomalia.
Wojskowi zaznaczyli przy tym, że w poprzedzających godzinach rosyjskie lotnictwo dalekiego zasięgu nie prowadziło uderzeń na cele położone na Ukrainie. Ta uwaga miała ostudzić emocje jeszcze przed zakończeniem czynności.
Mniej więcej godzinę po pierwszym komunikacie sprawa się wyjaśniła. „Ich przyczyną było duże stado ptaków, którego przelot został zarejestrowany przez systemy obserwacji przestrzeni powietrznej" – przekazało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, odnosząc się do wskazań radarów. Do naruszenia granicy powietrznej zatem nie doszło, a bezpieczeństwo nie było zagrożone. Sytuacja pozostaje obserwowana, a wyznaczone siły i środki mają utrzymywać gotowość.
Szczegóły operacji rozchodzą się w poszczególnych relacjach. Część z nich mówi ogólnie o wojskowym śmigłowcu, gdzie indziej pada konkretny typ maszyny – Mi-24. Tylko jedno ze źródeł podaje ponadto, że na czas weryfikacji ograniczono ruch lotniczy w części przestrzeni powietrznej i podniesiono gotowość myśliwców; w pozostałych doniesieniach takich kroków nie odnotowano.
W szerszym ujęciu: fałszywe wskazanie radaru samo w sobie nie jest niczym nadzwyczajnym, natomiast tempo reakcji i publiczne komunikowanie kolejnych etapów sprawdzania pokazują, jak nisko ustawiony jest dziś próg czujności przy wschodniej granicy.