Strzelanina między SBU a wywiadem wojskowym w Kijowie. Trzech rannych
W środę w Kijowie funkcjonariusze dwóch ukraińskich służb specjalnych otworzyli do siebie ogień. Trzej ludzie wywiadu wojskowego odnieśli rany, w tym dwaj ciężko. Wołodymyr Zełenski zapowiedział konsekwencje personalne, a samo zdarzenie ocenił jako haniebne.
Strzały padły w środę przy ulicy Jurija w Kijowie. Naprzeciw siebie stanęli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy oraz żołnierze Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, znanego pod skrótem HUR. Mowa zatem o dwóch kluczowych instytucjach wywiadowczych państwa, które zamiast współdziałać, wymieniły ogień na miejskiej ulicy.
Bilans: obrażenia odnieśli trzej ludzie HUR, a stan dwóch z nich jest ciężki. To jedyne dane o poszkodowanych, jakie pojawiły się w dostępnych relacjach — nie wiadomo, czy ktokolwiek ucierpiał po drugiej stronie.
Głos zabrał prezydent. Wołodymyr Zełenski zażądał wyjaśnienia okoliczności i zapowiedział ruchy kadrowe. Mówił o „haniebnej sytuacji" i zaznaczył, że jej uczestników czekają konsekwencje. Wskazał też jednoznacznie, do kogo wolno kierować broń: „Strzelać tutaj, w Ukrainie, można wyłącznie do rosyjskich okupantów". Wśród decyzji personalnych wymieniono odwołanie szefa jednego z kluczowych departamentów SBU.
Relacje rozchodzą się w kilku punktach. Część doniesień opisuje starcie SBU z HUR jako fakt ustalony, inne opatrują je zastrzeżeniem, że tak wynika z przekazów medialnych. Różny jest też opis reakcji prezydenta — od ogólnej zapowiedzi zmian w kadrach po konkretne odwołanie dyrektora departamentu. Nie ma również jednej wersji przebiegu samego zdarzenia: obie służby przedstawiają je odmiennie, a okoliczności pozostają sporne. Nie podano, co doprowadziło do otwarcia ognia ani która strona strzeliła pierwsza.
Warto pamiętać, że przy tak rozbieżnych relacjach obu instytucji ostateczny obraz wydarzeń zależy od wyniku wyjaśnień, których zażądał prezydent. Do tego czasu każda z krążących wersji pozostaje wersją jednej ze stron sporu.