Śmierć w Lipowej, wybita szyba w Rybniku, auto na torach w Gosiach Dużych
Trzy odrębne policyjne sprawy i trzy różne finały. W Lipowej zginęła 40-letnia pasażerka terenowego auta, które zsunęło się ze zbocza. W Rybniku 69-latka rzuciła butelką w szybę autobusu i usłyszy zarzut, a w Gosiach Dużych kierująca Nissanem utknęła na przejeździe kolejowym.
Najpoważniejsze skutki miało zdarzenie w Lipowej. Około 5:30 na leśnej trasie prowadzącej w stronę Skrzycznego 65-latek za kierownicą samochodu marki Gaz próbował ruszyć pod górę. Auto zamiast tego zsunęło się po zboczu w dół. Jedna z pasażerek próbowała wtedy wydostać się z pojazdu i trafiła pod koła. 40-latka zmarła — jej obrażenia okazały się zbyt poważne.
Badanie alkomatem nie wykazało u kierowcy alkoholu. Czynności na miejscu prowadzili przez kilka godzin policjanci z komendy w Żywcu razem z prokuratorem, a sam pojazd zabezpieczono do szczegółowych badań technicznych. Śledczy chcą ustalić między innymi to, czy przy manewrowaniu w trudnym terenie dopełniono wymogów bezpieczeństwa.
Zupełnie inny przebieg miała interwencja w Rybniku, na przystanku Boguszowice Osiedle Pętla. Zgłoszenie dotyczyło pasażerki, która po dojechaniu na krańcowy przystanek nie chciała wyjść z autobusu. 69-latka mieszkająca w Tychach awanturowała się i krzyczała, że nie jest jeszcze w domu. Gdy w końcu wysiadła, wyjęła z torby szklaną butelkę i cisnęła nią w szybę, rozbijając ją.
Kobietę zatrzymali funkcjonariusze z komisariatu w Boguszowicach. Poza zniszczeniem szyby przypisano jej wulgarne zachowanie w trakcie interwencji oraz podanie nieprawdziwych danych osobowych — za jedno i drugie dostała mandaty. Na miejscu wykonano oględziny i zabezpieczono materiał dotyczący uszkodzenia autobusu. Po przesłuchaniu 69-latka ma usłyszeć zarzut zniszczenia mienia, za co grozi do 5 lat pozbawienia wolności.
Trzecia sprawa skończyła się bez ofiar. W Gosiach Dużych kierująca Nissanem minęła czerwone światło i wjechała między rogatki, które właśnie zaczynały się zamykać. Samochód pozostał unieruchomiony na przejeździe kolejowym. Zadecydował przypadek: nieopodal przejeżdżał akurat dzielnicowy i to on opanował sytuację.
Warto pamiętać, że te trzy zdarzenia nie mają ze sobą nic wspólnego poza tym, że równolegle trafiły do policyjnych komunikatów. W szerszym ujęciu łączy je jedno: w każdym z nich o skali skutków zdecydowały sekundy i to, co zrobił człowiek stojący najbliżej — pasażerka, kierowca albo przypadkowy funkcjonariusz.