Schrony w Polsce trudno znaleźć, a część punktów schronienia budzi zastrzeżenia eksperta
Kolejne alerty RCB sprawiają, że wraca pytanie, gdzie ukryć się w razie ataku z powietrza. Specjalista od ochrony ludności wskazuje na braki w oznakowaniu i dostępności schronów, a przegląd miejsc we Wrocławiu i w Brzeźnie pokazuje, że w praktyce bywa z nimi kłopot.
Obawy przed zagrożeniami militarnymi, zwłaszcza atakami z powietrza, sprawiają, że coraz więcej osób chce wiedzieć, dokąd udać się po ochronę. Temat odżywa szczególnie przy okazji kolejnych alertów RCB, które pojawiają się w związku z sytuacją w Ukrainie.
Grzegorz Cieślak, specjalista w dziedzinie ochrony ludności, zwraca uwagę, że w Polsce wciąż za mało jest schronów, które byłyby właściwie oznakowane i łatwo dostępne. Opisuje też, które miejsca mogą dać względną osłonę, a od których lepiej trzymać się jak najdalej.
Jednym z obejrzanych obiektów był punkt schronienia wyznaczony w bloku mieszkalnym w Brzeźnie. Ocena eksperta okazała się jednoznacznie negatywna. Cieślak powiedział: „Lepiej to miejsce omijać z daleka”.
Nie lepiej wypadł przegląd miejsc schronienia w centralnej części Wrocławia, w Śródmieściu. Wynika z niego, że przechodzień, który chciałby odszukać taki punkt bezpośrednio z ulicy, ma przed sobą zadanie znacznie trudniejsze, niż można by zakładać. Niejednolicie wygląda tam także kwestia wzajemnej pomocy.
W odnalezieniu najbliższego schronu mają pomagać rządowe aplikacje oraz mapy przygotowane z udziałem Państwowej Straży Pożarnej. Ochrona ludności w kraju opiera się na trzech poziomach zabezpieczenia, a narzędzia te pozwalają sprawdzić, ile obiektów tego typu istnieje i gdzie się znajdują.
Warto pamiętać, że samo istnienie schronu na papierze niewiele daje, jeśli w chwili zagrożenia nie da się go szybko zlokalizować albo nie nadaje się do użycia. Przykłady z Wrocławia i Brzeźna pokazują, że właśnie na tym etapie system wciąż ma słabe punkty.