Sanah upadła na mokrej scenie PGE Narodowego i dokończyła koncert
Finał stadionowej trasy Sanah zakończył się na PGE Narodowym mocnym akcentem, choć nie tylko muzycznym. Deszcz zamienił nawierzchnię sceny w ślizgawkę, a wokalistka straciła równowagę w trakcie jednego z przebojów. Wstała od razu i grała dalej, a nagranie z tej chwili rozeszło się po sieci.
Cykl koncertów „sanah NA STADIONACH" dobiegł końca 4 września 2026 roku. Ostatni przystanek wypadł na PGE Narodowym, a więc w mieście, z którym wokalistka od lat się utożsamia i o którym mówi jak o rodzinnym. Widowisko trwało blisko trzy godziny i objęło utwory z różnych okresów jej działalności.
Program finału opierał się w dużej mierze na gościach. Z Kayah artystka sięgnęła po „Byłam różą", piosenkę z dorobku Kayah i Gorana Bregovicia. Kwiat Jabłoni wyszedł na deski w komplecie i wspólnie z gospodynią wieczoru wykonał „Szary świat". Publiczność usłyszała też Sobla, a najbardziej nieoczekiwanym punktem programu okazało się wejście Jeden Osiem L — razem odśpiewali „Jak zapomnieć".
Nie wszystko przebiegło jednak gładko. Opady sprawiły, że podłoże sceny zrobiło się wyjątkowo śliskie. W trakcie „Eldorado" wokalistka straciła oparcie pod nogami i przewróciła się na oczach stadionu. Z trybun wyglądało to nieprzyjemnie i przez moment część widzów obawiała się, czy nic jej się nie stało.
Reakcja była błyskawiczna. Artystka podniosła się i poprowadziła występ dalej, nie robiąc przerwy. Widownia śpiewała z nią przez resztę wieczoru, jakby nic się nie wydarzyło. Całą sytuację uchwyciły kamery, a nagranie trafiło do internetu i zebrało liczne komentarze fanów, którzy chwalili sposób, w jaki wokalistka wybrnęła z potknięcia.
W szerszym ujęciu ten epizod mówi więcej o warunkach plenerowych widowisk niż o samej wpadce. Mokra scena zmienia rozbudowaną choreografię w ryzykowne przedsięwzięcie, a dla publiczności liczy się przede wszystkim to, co artysta zrobi w kolejnej sekundzie.