Rosyjski atak na Ukrainę wywołał alarm na wschodzie Polski. Uczniowie schodzili do piwnic
Syreny i komunikaty RCB zaalarmowały mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia, gdy Rosja uderzyła w zachodnią Ukrainę. W Lublinie i Rzeszowie szkoły wyprowadziły dzieci z sal, a dwa lotniska przerwały pracę. Wojsko zapewnia, że polska granica pozostała nienaruszona.
Kolejne rosyjskie uderzenie na zachodnią Ukrainę sprawiło, że w południowo-wschodniej Polsce ogłoszono alarm. Na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu rozległy się syreny, a na telefony mieszkańców trafiły ostrzeżenia RCB. Stan zagrożenia trwał w tych regionach krócej niż godzinę. Jedno ze źródeł ocenia, że tak napiętej sytuacji w regionie nie było od tygodni.
Największe poruszenie odnotowano w Lublinie i Rzeszowie. Szkoły przerwały lekcje, a uczniów przeprowadzono z klas do piwnic. Ewakuacje odbyły się także w urzędach. Szpitale przeszły w stan gotowości alarmowej. Na dwóch lotniskach zatrzymano ruch samolotów, a wstrzymanie ruchu objęło również przejścia graniczne.
Nerwową atmosferę potęgowały głośne huki, które mieszkańcy Lubelszczyzny interpretowali jako wybuchy. W rzeczywistości był to odgłos myśliwców przełamujących barierę dźwięku. Dowództwo Operacyjne RSZ zapewnia, że ani granica Polski, ani jej przestrzeń powietrzna nie zostały naruszone.
Relacje nie zgadzają się co do pory zdarzeń. Większość doniesień mówi o przedpołudniu i sygnałach alarmowych, które pojawiły się jeszcze przed godz. 12, w jednej z relacji mowa natomiast o nerwowym popołudniu. Różni się też opis samego ataku: część źródeł wskazuje wprost na zachodnią Ukrainę, inne piszą ogólnie o rosyjskim ostrzale tego kraju.
Warto pamiętać, że dostępne relacje nie precyzują, które lotniska i przejścia graniczne wstrzymały ruch, ani jak długo trwały utrudnienia po odwołaniu alarmu. Część doniesień przyznaje, że nie wszystkie okoliczności zdarzenia zostały wyjaśnione.