Prezydent Finlandii studzi obawy o atak Rosji na NATO do 2029 roku
Alexander Stubb oświadczył, że nie widzi przesłanek, by Rosja zdecydowała się uderzyć na kraje Sojuszu w perspektywie 2029 roku. Fiński przywódca zastrzegł jednak, że NATO nie może planować wyłącznie optymistycznego wariantu, a prawdziwym sprawdzianem dla Europy pozostaje pomoc dla Ukrainy.
Fiński prezydent odniósł się do ostrzeżeń mówiących o tym, że Rosja może szykować się do uderzenia na terytorium Sojuszu w perspektywie 2029 roku. Jego odpowiedź była krótka. „Nie widzę na to ani dowodów, ani faktów" — stwierdził Alexander Stubb. Zaznaczył przy tym, że brak twardych przesłanek nie zwalnia NATO z obowiązku przygotowania się także na warianty najtrudniejsze.
W rozmowie z niemiecką gazetą Stubb mówił również o kosztach, jakie wojna przyniosła stronie rosyjskiej, oraz o tym, jak państwa europejskie powinny godzić pomoc dla Kijowa z przyszłymi kontaktami z Moskwą. Ocenił też, że Putin próbuje drażnić Europę, a linia oddzielająca stan wojny od pokoju przestała być wyraźna. „Granica między wojną a pokojem uległa zatarciu" — mówił fiński przywódca.
Stubb podzielił dotychczasowy przebieg konfliktu na etapy. „W pierwszym roku wojny w Ukrainie chodziło o przetrwanie. Kolejne trzy lata dotyczyły odporności, a teraz chodzi o liczby, a liczby są po stronie Ukrainy. To właśnie tam leży prawdziwy test dla Europy" — powiedział prezydent Finlandii. Konsekwentnie wskazywał, że wsparcie dla Ukrainy trzeba utrzymać.
Relacje rozchodzą się w tym, jak twardo sformułowane było stanowisko fińskiego przywódcy. Jedne opisują je jako brak dowodów i faktów potwierdzających scenariusz ataku, inne — jako osobiste przekonanie, że Rosja na taki krok się nie zdecyduje. Różni się też opis oczekiwań wobec Sojuszu: raz mowa o przygotowaniu na najgorszy scenariusz, raz o gotowości na każdy możliwy wariant.
Do obrony i pomocy Ukrainie wzywał wcześniej w zbliżonym tonie premier Polski Donald Tusk.
W szerszym ujęciu warto pamiętać, że ocena intencji i ocena zdolności to dwa odrębne pytania. Stwierdzenie, że brakuje dowodów na planowany atak, nie wyklucza politycznych ostrzeżeń formułowanych w innych stolicach — i właśnie na styku tych dwóch perspektyw toczy się dziś spór o tempo zbrojeń w Europie.