Prezes Orlen Termiki odwołany dzień po ostrzeżeniu przed brakiem węgla
Andrzej Gajewski stracił fotel prezesa Orlen Termiki nazajutrz po branżowym wystąpieniu, w którym zapowiedział, że sroga zima zostawi kraj bez węgla. Wersje co do powodów tej decyzji personalnej się rozchodzą. W tle stoją kurczące się zapasy surowca na zwałach i rosnący import.
Andrzej Gajewski zabrał głos 15 września na Forum Ciepłowników Polskich w Międzyzdrojach i mówił wprost o ryzyku dla sezonu grzewczego. „Jeśli będzie mroźna zima, to węgla zabraknie. Będziemy wszyscy szorować po dnie. Uważam, że to największe ryzyko, które nas dzisiaj czeka" – stwierdził ówczesny prezes ciepłowniczej spółki paliwowego koncernu.
Kolejnego dnia przestał kierować firmą. Zbieżność dat rzuca się w oczy, ale tło kadrowej decyzji opisywane jest niejednolicie. Jedna z relacji przekonuje, że odwołanie nie wynikało wprost z wypowiedzi o węglu, lecz z wcześniejszych nieporozumień. Inne doniesienia zastrzegają, że związku między wystąpieniem a utratą stanowiska nie da się przesądzić, a jeszcze inne zestawiają oba zdarzenia wyłącznie w porządku czasowym, bez wskazywania przyczyny.
Samo ostrzeżenie padło w momencie, gdy krajowego surowca realnie ubywa. Z danych ARP wynika, że w lipcu na zwałach i hałdach leżało 3,174 mln ton węgla, rok wcześniej zaś 5,655 mln ton. Odpowiada za to niższe wydobycie przy wyższym zużyciu. Braki nadrabia zagranica: w pierwszym półroczu sprowadzono ponad 3 mln ton, przede wszystkim kazachskie i kolumbijskie.
Zużycie rosło również dlatego, że elektrownie musiały nadrabiać słabą wietrzność, a drożejący gaz przestał wypierać węgiel tak, jak działo się to po uruchomieniu Dolnej Odry. Poprawy po stronie krajowej produkcji nie widać – budżetowe wsparcie rzędu 6 mld zł rocznie pozwala Polskiej Grupie Górniczej domykać bieżące straty, lecz nie finansuje inwestycji pozwalających otwierać nowe ściany. Przy nierentownej sprzedaży każda kolejna tona oznaczałaby zresztą większą dopłatę z publicznej kasy.
W szerszym ujęciu spór o to, czy menedżer stracił posadę za swoje słowa, znaczy mniej niż pytanie, na ile zapasów starczy przy pierwszej dłuższej fali mrozów. Warto pamiętać, że na tę część rachunku żadna zmiana personalna nie ma wpływu.