Premier Norwegii: ostrzeżenia Tuska przed Rosją trzeba traktować poważnie
Jonas Gahr Støre uznał, że płynące z Warszawy sygnały o możliwych rosyjskich atakach zasługują na uwagę. Szef norweskiego rządu zabrał głos w Kanadzie, po rozmowach z Markiem Carneyem. Norwegia i Kanada zamierzają ściślej dzielić się informacjami wywiadowczymi i wspólnie przygotować się do obrony.
W niedzielę do wcześniejszych słów Donalda Tuska odniósł się Jonas Gahr Støre. Norweski premier przebywał w Kanadzie, gdzie spotkał się z Markiem Carneyem, szefem tamtejszego rządu. Po tych rozmowach podkreślił, że przestróg polskiego premiera dotyczących rosyjskich zamiarów nie wolno lekceważyć.
Wypowiedź Tuska wywołała reakcje poza granicami Polski. Norwegia jest kolejnym państwem NATO, którego przywódca publicznie ją skomentował. Nie jest to więc pierwszy głos z zagranicy, który uznaje słowa szefa polskiego rządu za istotne.
Na samej deklaracji się nie skończyło. Oslo i Ottawa, wskazując na narastające zagrożenie ze strony Moskwy, chcą zacieśnić wymianę danych wywiadowczych. Oba kraje przygotowują także wspólne przedsięwzięcia obronne. Z dostępnych informacji nie wynika, na czym konkretnie miałyby one polegać ani kiedy mogłyby ruszyć.
Relacje nieco inaczej opisują zakres samego ostrzeżenia. Część z nich mówi o atakach, które Rosja miałaby planować przeciwko państwom pomagającym Ukrainie. Inna ujmuje to szerzej: jako możliwe nasilenie rosyjskich ataków połączone z aktami sabotażu, bez wskazywania, kto miałby być celem. Obie wersje się nie wykluczają, ale rozkładają akcenty w odmienny sposób.
W szerszym ujęciu reakcja Norwegii pokazuje, że polskie ostrzeżenia nie pozostają głosem odosobnionym. Sojusznicy nie tylko je komentują, lecz także traktują jako punkt wyjścia do własnych decyzji w sprawach bezpieczeństwa.