Ponad 70 rannych po atakach Huti na saudyjskie miasta i elektrownie
Wtorkowe uderzenia rebeliantów Huti w Arabii Saudyjskiej przyniosły ponad 70 rannych i przestoje w części elektrowni. Tego samego dnia saudyjskie wojsko ostrzelało pozycje rebeliantów po jemeńskiej stronie. W tle rosną obawy o bezpieczeństwo szlaków eksportu ropy.
Rebelianci Huti przeprowadzili we wtorek serię uderzeń na terytorium Arabii Saudyjskiej. Celem stały się miasta oraz obiekty sektora energetycznego. Bilans rannych przekroczył 70 osób, a część elektrowni musiała wstrzymać pracę.
Odpowiedź nadeszła tego samego dnia. Saudyjskie siły ostrzelały pozycje rebeliantów w prowincji Marib na terytorium Jemenu — podała telewizja związana z tym szyickim ugrupowaniem.
Osobny wątek dotyczy infrastruktury przesyłowej. Na zdjęciach satelitarnych wykonanych 10 września widać rozległą chmurę dymu niedaleko rurociągu Wschód-Zachód, należącego do Saudi Aramco. Władze kraju nie potwierdziły, co ją wywołało; jedna z hipotez wskazuje na uderzenie rebeliantów w instalacje energetyczne.
Równolegle Huti mieli umocnić się na wybrzeżu. Anonimowy przedstawiciel jemeńskich władz przekazał w piątek, że sprzymierzony z Iranem ruch kontroluje już całe jemeńskie wybrzeże Morza Czerwonego. Tamtędy biegnie jedna z najważniejszych tras, którymi Arabia Saudyjska wywozi ropę naftową.
Wcześniej Iran ostrzegał, że celem mogą stać się obiekty energetyczne najbliższych arabskich sojuszników Stanów Zjednoczonych.
Doniesienia rozchodzą się co do zasięgu wtorkowych ataków: w jednej wersji mowa o miastach i zakładach energetycznych, w innej o uderzeniach obejmujących cały kraj. Niejednolicie opisywane jest też zdarzenie przy rurociągu — raz jako atak na instalacje Aramco, raz wyłącznie jako niepotwierdzone przypuszczenie.
Warto pamiętać, że zebrane informacje pochodzą z różnych momentów i nie układają się w jeden potwierdzony ciąg wydarzeń. Część z nich opiera się na anonimowym źródle albo na zdjęciach, których żadna oficjalna instytucja nie zinterpretowała.