Panteon Narodowy Ukrainy z podpisem prezydenta. Polskie obawy o zbrodniarzy
Wołodymyr Zełenski złożył podpis pod ustawą powołującą Panteon Narodowy. Jeszcze na etapie projektu dokument wzbudził w Polsce niepokój — pytano, czy w takim miejscu nie znajdą się postacie winne zbrodni na Polakach. Prezydent zapowiada, że o bohaterach rozstrzygną sami Ukraińcy.
Ustawa powołująca do życia Panteon Narodowy została podpisana przez prezydenta Ukrainy. Wołodymyr Zełenski zdecydował się na ten krok mimo zastrzeżeń, jakie od chwili ujawnienia projektu formułowano w Polsce.
Polskie wątpliwości sprowadzają się do jednego pytania: kto trafi do narodowego miejsca pamięci. Chodzi o ryzyko, że upamiętnione zostaną postacie winne zbrodni popełnionych na Polakach. Ten wątek przewija się przez wszystkie dostępne relacje o podpisaniu dokumentu.
Sam prezydent odniósł się do sprawy w Kijowie i nie pozostawił wątpliwości, po czyjej stronie leży rozstrzygnięcie. „Ukraiński Panteon na pewno powstanie i tylko Ukraińcy będą decydowali o tym, kto jest dla nas bohaterem" — oświadczył Zełenski.
Dostępne informacje nie precyzują, kiedy Panteon miałby powstać, gdzie zostanie zlokalizowany ani jaka procedura przesądzi o umieszczeniu w nim konkretnych nazwisk. Nie wiadomo również, czy przewidziano jakikolwiek tryb konsultacji w kwestiach spornych. Poszczególne doniesienia rozchodzą się jedynie w natężeniu, z jakim opisują polską reakcję — od zwykłego zaniepokojenia po obawy określane jako poważne. Co do samego przebiegu zdarzeń pozostają zgodne.
Warto pamiętać, że podpisany dokument tworzy ramy, a nie gotową listę nazwisk. O tym, czy sprawa przerodzi się w realny problem w relacjach obu państw, przesądzi dopiero praktyka, czyli konkretne decyzje o tym, kogo państwo uzna za godnego upamiętnienia. Do tego czasu dyskusja pozostaje sporem o intencje.