Oleszki bez żywności i leków. Kijów i Moskwa wzajemnie obwiniają się o kryzys
W zajętych przez Rosję Oleszkach na południu Ukrainy brakuje jedzenia i lekarstw, a mieszkańcy przeszli na handel wymienny. Kreml przyznaje, że dostawy nie docierają, ale winą obarcza Kijów, który z kolei chce, by sprawą zajęła się ONZ.
Sytuacja w Oleszkach, mieście w obwodzie chersońskim kontrolowanym przez wojska rosyjskie, systematycznie się pogarsza. Miejscowość pozostaje pod stałymi atakami, a ludziom brakuje podstawowych produktów, w tym jedzenia. Gotówka w praktyce straciła tam wartość, więc mieszkańcy wymieniają się tym, co mają. W doniesieniach pojawia się też informacja, że część osób zbiera trawę, żeby przetrwać.
Ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha zarzucił Rosji, że nie pozwala na ewakuację i zatrzymuje transporty żywności oraz leków kierowane na okupowaną część obwodu chersońskiego. Z jego oceny wynika, że to właśnie Oleszki znajdują się w najgorszym położeniu. Kijów zapowiada, że przedstawi problem na forum ONZ w Nowym Jorku.
Moskwa nie zgadza się na utworzenie korytarza humanitarnego. W poniedziałek Dmitrij Pieskow przyznał jednak, że dostarczenie do miasta jedzenia i lekarstw napotyka trudności. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy przypisał stronie ukraińskiej.
Obie strony są zatem zgodne co do samego faktu: do Oleszek nie trafia wystarczająco dużo żywności i leków. Zasadniczo różnią się natomiast w odpowiedzi na pytanie, kto za to odpowiada. Kijów wskazuje na blokadę ze strony Rosji, Kreml kieruje zarzuty pod adresem Ukrainy.
Warto zauważyć, że rzadko zdarza się, by obie strony wojny publicznie potwierdzały ten sam kryzys humanitarny. W przypadku Oleszek spór toczy się wyłącznie o winę, a zapowiadane wystąpienie na forum ONZ może przenieść go na arenę międzynarodową.