Od psich odchodów po śmieci w rowie. Samorządy apelują o porządek w miastach
Przeterminowane leki w Krośnie, bałagan przy kontenerach na odzież w Oławie, odpady w rowach koło Łowkowic, rozjeżdżona zieleń w Otmęcie i psie odchody w Pilźnie — w kilku miastach naraz wróciła sprawa porządku w przestrzeni wspólnej. Wszędzie powtarza się ten sam wniosek: narzędzia już są, kłopotem pozostaje ich używanie.
W Krośnie samorząd przypomina, że lek po terminie ważności to odpad wymagający osobnego traktowania: nie ma go w koszu na zmieszane ani w kanalizacji, bo farmaceutyki trafiają wtedy do gleby i wód. Pojemniki na takie odpady czekają w wybranych aptekach, między innymi przy ul. Czajkowskiego 1 i Tysiąclecia 6, a przyjmuje je również PSZOK przy ul. Białobrzeskiej 108. Akcję koordynuje miejski Wydział Gospodarowania Odpadami.
W Oławie kłopotem stały się okolice kontenerów na używaną odzież, ostatnio przy ul. Kamiennej i Sportowej. Zielone pojemniki należą do prywatnej firmy, ale grunt pod nimi dzierżawi miasto, więc bałagan można zgłaszać także urzędnikom — Wydział Gospodarki Gruntami i Geodezji odbiera sygnały pod numerem 71 303 55 41. Za niebieskie kontenery, ustawione wspólnie z operatorem PSZOK, firmą PHU Mak-Met, odpowiada magistrat, a numer kontaktowy widnieje na pojemnikach. Powstały na prośbę mieszkańców po likwidacji pojemników PCK w województwie, do której doszło w październiku ubiegłego roku. Kto nie dojedzie do PSZOK-u, może zamówić elektro-odpadową taksówkę zabierającą też tekstylia i obuwie.
Pod Łowkowicami przebieg był inny: anonimowi mieszkańcy z własnej woli zebrali odpady zalegające w rowach i na poboczach trasy Łowkowice – Strzeleczki – Pisarzowice – Łowkowice, choć PSZOK przyjąłby je bez przeszkód. Burmistrz Strzeleczek Marek Pietruszka podziękował im: „Dziękujemy za ten gest i poświęcony czas. To przykład, że można zrobić coś dobrego dla swojej okolicy - bez rozgłosu i bez oczekiwania na podziękowania".
W Otmęcie na osiedlu XXX-lecia skarga dotyczy zieleni przy przystanku autobusowym, po której jeżdżą parkujący kierowcy. Zgłaszający sprawę mieszkaniec mówi: „Rozjeżdżają trawę, niszczą zieleń, tam się zrobiło klepisko". Sprawa trafiła wcześniej na policję, a funkcjonariusze wystawiali mandaty za parkowanie w niedozwolonych miejscach — bez trwałego efektu.
Podczas obrad Rady Miejskiej w Pilźnie Jerzy Curyło, dawniej radny, obecnie przewodniczący miasta Pilzna, upomniał się o rozwiązanie sprawy psich odchodów. „Musimy coś z tym zrobić" - przekonywał, proponując najpierw przypomnienie właścicielom psów o obowiązkach, a dalej ostrzeżenia i kary. Burmistrz Tadeusz Pieczonka zapowiedział, że urzędnicy zajmą się tematem, i rozważał stojaki z woreczkami oraz rękawicami.
Warto pamiętać, że sprawy z różnych miast łączy jeden wzór: pojemniki, PSZOK-i, numery telefonów i mandaty już są, zawodzi codzienny nawyk. W szerszym ujęciu rachunek płacą urzędy albo sąsiedzi z rękawicami.