Nominowany na ministra obrony Estonii mówi o rosyjskim ataku w ciągu roku
Martin Herem, wskazany na nowego szefa resortu obrony Estonii, ocenia, że Rosja może sięgnąć po rozwiązania siłowe wobec jego kraju w perspektywie najbliższego roku. Kluczowy ma być moment zakończenia walk w Ukrainie. Wypowiedź spotkała się z ostrą reakcją ekspertów i wojskowych.
Martin Herem, który dowodził wcześniej estońskimi siłami zbrojnymi, a teraz ma objąć tekę ministra obrony, przedstawił diagnozę ryzyka mówiącą o rosyjskim uderzeniu na jego kraj w perspektywie najbliższego roku. Punktem odniesienia jest dla niego moment, w którym ucichną walki w Ukrainie — od tego, kiedy to nastąpi, zależy cała kalkulacja.
Sam Herem ujął to następująco: „Jeśli wojna w Ukrainie zakończyłaby się w ciągu pół roku, to Rosja może potrzebować zaledwie kolejnych sześciu miesięcy, aby użyć przeciwko Estonii siły militarnej o nieokreślonej skali".
Ta ocena nie została przyjęta bezkrytycznie. Zastrzeżenia zgłosili zarówno analitycy, jak i osoby z kadry dowódczej wojska, a na nominata spadła fala zarzutów.
Relacje rozchodzą się co do statusu samej diagnozy. Z części doniesień wynika, że mowa o nowej ocenie zagrożenia, którą budowano by wokół założenia o rosyjskim ataku w ciągu roku. Pozostałe przedstawiają to raczej jako osobistą prognozę wojskowego. Inaczej opisany jest też warunek: raz sześciomiesięczny okres rosyjskich przygotowań liczony jest po prostu od zakończenia wojny w Ukrainie, kiedykolwiek by ono nastąpiło, raz — od jej zakończenia w ciągu najbliższego półrocza.
W szerszym ujęciu spór dotyczy nie tylko treści prognozy, ale i tego, jak ostro powinien formułować publiczne oceny ryzyka polityk, który dopiero ma objąć urząd. Rzecz dotyczy kraju należącego do NATO, a krytyka płynie z tego samego środowiska, z którego wywodzi się jej adresat.