Myśliwce nad wschodnią Polską i nocny alert RCB dla mieszkańców dwóch województw
Krótko po godz. 3 w nocy telefony na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu odebrały ostrzeżenie RCB, a polskie lotnictwo wojskowe wzbiło się w powietrze. Alarm odwołano po kilkudziesięciu minutach. Szef MON ocenia, że sytuacja jest bardzo poważna.
Ostrzeżenia z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa zaczęły docierać na telefony krótko po godz. 3 w nocy. Dostali je mieszkańcy dwóch województw leżących przy wschodniej granicy, czyli Lubelszczyzny i Podkarpacia. W tym samym czasie w powietrze wzbiły się polskie samoloty wojskowe, które miały chronić przestrzeń powietrzną kraju.
Bezpośrednią przyczyną było ryzyko ataków dronów na terytorium po ukraińskiej stronie granicy. Maszyny patrolowały niebo nad wschodem kraju tak długo, jak to niebezpieczeństwo się utrzymywało. Po kilkudziesięciu minutach wojsko i służby ogłosiły koniec alarmu, a radary wróciły do zwykłego trybu działania. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych przekazało, że do żadnego naruszenia polskiej granicy nie doszło.
Do napiętej sytuacji odniósł się szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Ocenił: „jesteśmy w bardzo poważnym momencie”. Minister potwierdził także, że żołnierze mają zgodę na strącanie obiektów, które wlecą w polską przestrzeń powietrzną. Jedna z relacji wspomina przy tym o potężnym wybuchu w bezpośrednim sąsiedztwie polskiej granicy, po którym służby pracowały w trybie maksymalnej gotowości.
Doniesienia nie są w pełni spójne. Część z nich mówi o ostrzeżeniach rozsyłanych w środku nocy, inne o alertach porannych. Tylko jedno źródło wspomina o eksplozji przy granicy, podczas gdy komunikat wojska skupia się wyłącznie na zagrożeniu ze strony dronów i braku naruszeń. Nie wiadomo więc, czy chodzi o jedno zdarzenie, czy o kilka następujących po sobie.
Warto pamiętać, że poderwanie myśliwców i rozesłanie alertu to działania zapobiegawcze, które same w sobie nie oznaczają naruszenia granicy, co wojsko w tym przypadku wprost wykluczyło. Zgoda na zestrzeliwanie obiektów pokazuje jednak, że władze przygotowują się na scenariusz, w którym do takiego naruszenia mogłoby dojść.