MON odpowiada na słowa generała o braku osłony powietrznej nad polskimi miastami
Gen. bryg. Michał Marciniak stwierdził w telewizyjnym wywiadzie, że nad polskimi miastami nie ma dziś realnej osłony przed atakiem z powietrza, a pełny system obrony powietrznej kraju będzie gotowy dopiero po 2030 r. MON odpowiedziało, że taka osłona istnieje, a o jej rozmieszczeniu resort nie informuje celowo.
Sprawa zaczęła się od wywiadu telewizyjnego sprzed kilku dni. Marciniak, który jest zastępcą szefa Agencji Uzbrojenia, zakwestionował istnienie skutecznego zabezpieczenia obszarów miejskich przed uderzeniem z powietrza. Z jego słów wynikało też, że na kompletny system obrony powietrznej trzeba będzie poczekać do czasów po 2030 r.
Reakcja resortu przyszła w formie oświadczenia. „Siły Zbrojne RP posiadają różne rodzaje zdolności do zapewnienia osłony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej wyznaczonych obiektów, w tym aglomeracji miejskich" — przekazało MON. Resort zastrzegł przy tym, że lokalizacji poszczególnych środków nie ujawnia i jest to decyzja świadoma.
Wystąpienie generała odbiło się szerokim echem: wywołało zdziwienie, a miejscami także ostrzejsze reakcje. Wojskowi, których pytano o tę sprawę, nie spierają się o samą diagnozę stanu rzeczy. Podzieliło ich co innego — gdzie przebiega granica tego, co o zdolnościach armii wolno mówić przed kamerami.
Relacje o tej samej wypowiedzi nie są w pełni zbieżne. W jednej wersji generał mówił o braku osłony przeciwlotniczej nad miastami, w innej — o zaprzeczeniu, by obszary miejskie miały skuteczne zabezpieczenia przeciwrakietowe. Inaczej brzmi też przytaczana odpowiedź resortu: raz mowa o środkach chroniących wskazane obiekty, w tym duże miasta, przed uderzeniem z powietrza, raz o zdolnościach przeciwlotniczych i przeciwrakietowych obejmujących również aglomeracje. Różnie podawany jest także stopień oficera — z pełnym wskazaniem, że chodzi o generała brygady, albo bez niego.
Warto pamiętać, że w tym sporze nie chodzi wyłącznie o techniczny stan wyposażenia wojska. Równie ważne okazuje się pytanie, ile państwo powinno mówić publicznie o własnych możliwościach obronnych — i to właśnie ta granica, a nie sama ocena sytuacji, dzieli dziś rozmówców w mundurach.