Liderzy francuskiej skrajnej prawicy odrzucili rosyjskie groźby i naciski
Marine Le Pen i Jordan Bardella wystąpili w sobotę ze wspólnym oświadczeniem, w którym zapowiedzieli, że zastraszanie, groźby ani presja ze strony Rosji nie przełożą się na decyzje francuskiej polityki. Rosyjskie działania ocenili jako wrogie, a w komunikacie pojawiło się też odniesienie do wojny na Ukrainie.
W sobotę Marine Le Pen i Jordan Bardella, stojący na czele francuskiej skrajnej prawicy, wystąpili ze wspólnym komunikatem poświęconym Rosji. Przesłanie dokumentu jest jednoznaczne: zastraszanie, groźby i presja nie są narzędziami, którymi Rosja zdoła sterować decyzjami podejmowanymi we Francji.
Autorzy oświadczenia odnieśli się także wprost do rosyjskich działań, oceniając je jako wrogie. W tekście komunikatu znalazło się zdanie: „Żadna prowokacja, żadna tajna operacja i żadna destabilizująca akcja nie mogą skłonić Francji, by ułatwiła Rosji osiągnięcie jej celów w wojnie na Ukrainie".
Z przytoczonego fragmentu wynika, że ewentualne naciski wiązane są przez autorów z toczącą się wojną na Ukrainie i z możliwym wpływem na stanowisko Francji w tej sprawie. Deklaracja idzie w jedną stronę: tego rodzaju metody nie doprowadzą do zmiany kursu.
Dostępne relacje są ze sobą zgodne co do dnia wystąpienia, autorstwa i wymowy dokumentu. Różnią się jedynie stopniem szczegółowości — jedne ograniczają się do streszczenia stanowiska wyrażonego w komunikacie, inne przytaczają jego fragment. Nie pojawia się natomiast żadna sprzeczna wersja zdarzenia.
W szerszym ujęciu warto odnotować, czego w dostępnych informacjach nie ma. Nie wynika z nich, jakich konkretnie incydentów dotyczy oświadczenie — nie padają ani daty, ani opisy pojedynczych zdarzeń, które miałyby być tłem dla użytych sformułowań o prowokacjach i tajnych operacjach. Nieznane pozostaje również to, co bezpośrednio skłoniło autorów komunikatu do zabrania głosu akurat w tym momencie.