Drony uderzyły w Kraj Krasnodarski. Zginęły dwie osoby, w tym dziecko
Kraj Krasnodarski w europejskiej części Rosji został zaatakowany dronami w nocy z wtorku na środę. Miejscowe władze mówią o dwóch zabitych, wśród nich dziecku, i kilkunastu rannych, a resort obrony w Moskwie o 502 strąconych bezzałogowcach. Bilanse w poszczególnych relacjach się różnią.
Do uderzenia doszło w nocy z wtorku na środę. Rosyjskie ministerstwo obrony utrzymuje, że jego siły strąciły 502 ukraińskie bezzałogowce; część relacji mówi ogólniej — o ponad pół tysiąca maszyn.
Zaatakowane cele leżały w Kraju Krasnodarskim, w europejskiej części Rosji. Uderzenia dosięgły zarówno zakładów przemysłowych, jak i zabudowy cywilnej. Lokalna administracja przedstawiła w środę bilans: dwie osoby nie żyją, jedną z nich jest dziecko, a kilkanaście odniosło obrażenia.
Osobno wymieniany jest Noworosyjsk. Ukraińskie media pisały o najsilniejszym nalocie dronów na to miasto od chwili rozpoczęcia wojny. Doniesienia o zniszczeniach potwierdził Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy.
Tej samej doby ostrzał spadł również na stronę ukraińską. Jarosław Szańko, stojący na czele Chersońskiej Administracji Wojskowej, przekazał, że rosyjski atak na Chersoń zabił dwie osoby, a kolejne zostały ranne.
Relacje nie są ze sobą zgodne w trzech punktach. Pierwszy to bilans ofiar po rosyjskiej stronie: rozpiętość sięga od dwóch zabitych, w tym dziecka, i kilkunastu rannych, przez co najmniej jedną ofiarę śmiertelną i kilku poszkodowanych, aż po wzmiankę wyłącznie o śmierci dziecka. Drugi to liczba zestrzelonych dronów: raz pada konkretna wartość 502, raz zaokrąglone „ponad pół tysiąca". Trzeci dotyczy tego, co uznano za sedno zdarzenia — w jednym ujęciu w centrum stoi Noworosyjsk i rekordowa skala nalotu, w innym atak na Kraj Krasnodarski bez wyróżniania konkretnego miasta.
Warto pamiętać, że wszystkie dane o liczbie strąconych dronów oraz o stratach na terytorium Rosji pochodzą od rosyjskich instytucji i władz lokalnych, a informacje o Chersoniu — od ukraińskiej administracji wojskowej. W szerszym ujęciu żadna ze stron nie przedstawiła w tych relacjach dowodów, które pozwoliłyby niezależnie zweryfikować podane liczby.