Dron z ładunkiem wybuchowym uderzył w samolot w Lipsku, śledczy badają trop z Polski
Bezzałogowiec z podwieszonym ładunkiem wybuchowym trafił w samolot na lotnisku w Lipsku. Podobne puszki przywiózł wcześniej do Polski kurier rosyjskiego wywiadu, a materiały przepadły dwa lata temu pod Łodzią. Tydzień po tamtym zdarzeniu kolejny dron wstrzymał loty w Hanowerze.
Na lotnisku w Lipsku dron uderzył w stojący tam samolot. Do bezzałogowca była podczepiona puszka z materiałem wybuchowym — tak przebieg zdarzenia opisują kolejne relacje, powołujące się na ustalenia prasowe.
Polski wątek dotyczy pochodzenia ładunku. Kurier działający dla rosyjskiego wywiadu miał wcześniej wwieźć do Polski puszki tego samego rodzaju. Pod Łodzią, w rejonie autostrady A2, materiały te przepadły dwa lata wcześniej. Z doniesień wynika, że scenariusz przygotowano dwa lata temu w centrali GRU, a Polsce przypadła w nim kluczowa rola.
Sprawą zajmują się jednocześnie służby trzech państw: Polski, Niemiec i Litwy. Śledczy zestawiają ze sobą serię zdarzeń z ładunkami ukrywanymi w puszkach po kukurydzy. Ślad wiedzie do wojskowego wywiadu Rosji i do siatki kurierów rekrutowanych przez komunikator Telegram.
W nocy z poniedziałku na wtorek podejrzanego drona wypatrzono również w okolicy lotniska w Hanowerze. Port na pewien czas zawiesił połączenia. Służby zwracały uwagę, że przy obiektach infrastruktury krytycznej nie da się wykluczyć „działalności hybrydowej”. Ten incydent nastąpił tydzień po sprawie w Lipsku.
Relacje nie są zgodne co do samego przebiegu zdarzenia w Lipsku. W większości doniesień mowa o uderzeniu drona w samolot, natomiast w jednym z materiałów poświęconych Hanowerowi pojawia się tylko informacja, że bezzałogowiec z materiałami wybuchowymi został wykryty niedaleko ukraińskiej maszyny. Rozjeżdża się też chronologia: raz na środę datowane jest samo uderzenie drona, innym razem publikacja prasowa z ustaleniami, a jeszcze gdzie indziej mowa, że Niemcy żyją sprawą od tygodnia. Różny jest wreszcie stopień ostrożności — według części relacji puszka jedynie mogła pochodzić z Polski, w pozostałych mowa o podobieństwie pojemników bez takiego zastrzeżenia.
Warto pamiętać, że cała rekonstrukcja opiera się na doniesieniach jednej gazety oraz na trwających postępowaniach, a żadna z relacji nie przytacza oficjalnych ustaleń prokuratury ani niemieckich służb. W szerszym ujęciu ostrożność jest tym bardziej wskazana, że oba opisywane incydenty na lotniskach łączy na razie głównie zbieżność czasu.