Dożynkowe korowody i festyn: Bieńkowice, Jaworze i Tobolice świętowały
W trzech miejscowościach odbyły się plenerowe święta mieszkańców. W Bieńkowicach i Jaworzu przejechały korowody dożynkowe, w Tobolicach zorganizowano festyn z jedzeniem od gospodyń i potańcówką. Każda z imprez postawiła na inną formułę zabawy.
W Bieńkowicach dożynki miały wyraźnie żartobliwy charakter. Do wspólnej zabawy włączyły się okoliczne miejscowości, a każda przygotowała własny pomysł na scenkę i przebranie. Zabełków zaprezentował swój „feszyn łik", z Chałupek przyjechały strażniczki graniczne, Roszków wystawił damy, a Bolesław — załogę i pasażerów samolotu. W korowodzie pokazano również nowoczesne maszyny.
Zupełnie inny ton miał przejazd korowodu w Jaworzu, gdzie postawiono na tradycyjną oprawę. Ulicami miejscowości ruszyły bryczki, a siedzący w nich gospodarze wystąpili w strojach ludowych. W korowodzie jechała także wójt Jaworza, Anna Skotnicka-Nędzka.
Trzecie ze świętowań, festyn w Tobolicach, oparło się na kilku filarach: kuchni miejscowych gospodyń, prezentacji zabytkowych i wyjątkowych samochodów oraz wspólnej potańcówce. Impreza została opisana jako przykład tego, jak siła lokalnej wspólnoty przekłada się na plenerowe wydarzenie z własnym charakterem.
Zestawienie trzech relacji pokazuje, że pod jedną nazwą — wiejskie święto — kryją się dziś bardzo różne pomysły. W jednym miejscu podstawą jest ludowy strój i bryczka, w drugim satyryczna scenka i przebranie, w trzecim motoryzacja i muzyka do tańca. Sprzeczności między doniesieniami nie ma; różni się sama konwencja zabawy w poszczególnych miejscowościach.
W szerszym ujęciu warto zauważyć, że wspólnym mianownikiem wszystkich trzech wydarzeń pozostaje udział samych mieszkańców — to oni przygotowują korowód, jedzenie i oprawę, a nie zewnętrzni wykonawcy. To właśnie odróżnia takie święta od komercyjnych imprez plenerowych.