Cztery przypadki oszustw i kradzieży: straty od 4 tys. zł do 180 tys. zł
Cztery odrębne sprawy układają się w podobny obraz: starsze osoby oddają oszczędności ludziom, którzy podszywają się pod instytucje albo pod lekarzy. Straty sięgają od 4 tys. zł do 180 tys. zł, a w jednym przypadku przed utratą 50 tys. zł uchroniła seniorkę niezapowiedziana wizyta wnuka.
Najbardziej rozbudowany schemat dotknął 72-latkę z powiatu płońskiego. Kobieta wcześniej straciła 94 tys. zł na innym oszustwie. Potem odezwali się do niej ludzie zapewniający, że pomogą jej te pieniądze odzyskać — najpierw jako przedstawiciele firmy rzekomo współpracującej z Interpolem, później jako adwokat. Wypełniając ich polecenia, udostępniła dane swoich rachunków, kart płatniczych i dokumentów, wzięła też kredyt — 49 900 zł. Łącznie przepadło 92,5 tys. zł. Co istotne, funkcjonariusze przyjmujący zawiadomienie o pierwszym oszustwie tłumaczyli jej dokładnie, jak działają sprawcy, i przestrzegali przed udostępnianiem wrażliwych informacji. Nie dała im wiary.
Innym razem zadziałał przypadek. 27 sierpnia wieczorem ofiarą miała paść 87-latka z powiatu brzeskiego, do której zgłosili się oszuści podający się za lekarzy. Przekonana, że w grę wchodzi ratowanie życia bliskich, przygotowała 50 tysięcy złotych oszczędności. Gotówka nie trafiła do sprawców, bo do seniorki niespodziewanie zajrzał jej wnuk.
Największa strata z opisywanych spraw to 180 tys. zł. Tyle odłożonych pieniędzy straciła 74-latka z powiatu biłgorajskiego, wciągnięta w oszustwo inwestycyjne. Zaczęło się w maju, gdy pomagała córce przelać pieniądze, które miały odblokować konto na platformie inwestycyjnej.
Czwarta sprawa wygląda inaczej — to zwykła kradzież. Mieszkanka Jeleniej Góry na moment zostawiła portfel przy kasie w sklepie i kosztowało ją to 4 tys. zł. Zamiast przekazać zgubę pracownikom, zabrała ją stojąca za nią 55-latka. Całość zarejestrowała sklepowa kamera.
W szerszym ujęciu te historie różni skala i metoda, ale łączy je mechanizm: sprawcy grają na zaufaniu i pośpiechu. Warto pamiętać, że w jednym z tych przypadków ostrzeżenie przekazane wprost przez policjantów okazało się nieskuteczne, a przestępstwo realnie zatrzymała dopiero obecność kogoś z rodziny.