Chiński robot wszedł do portu Marynarki Wojennej RP, MON mówi o braku ostrożności
Humanoidalny robot Edward Warchocki, konstrukcja Unitree G1 chińskiej produkcji, znalazł się na terenie portu polskiej Marynarki Wojennej. Powstałe tam nagranie zniknęło z sieci po fali krytyki. Wiceszef MON Cezary Tomczyk ocenił, że zabrakło ostrożności, a eksperci mówią o zagrożeniu dla bezpieczeństwa.
We wtorek na terenie portu Marynarki Wojennej RP pojawił się humanoidalny robot występujący w sieci jako Edward Warchocki. Powstał tam materiał wideo, w którym maszyna zachęcała Polaków do udziału w obchodach Święta Wojska Polskiego.
Warchocki nie jest anonimowym urządzeniem, lecz rozpoznawalną postacią internetową. Wcześniej pokazywano go, jak biega za dzikami w stolicy, ogląda gmach polskiego parlamentu czy bywa na przyjęciach w ambasadzie Chińskiej Republiki Ludowej.
Od strony technicznej chodzi o model Unitree G1. Sprzęt wyszedł z fabryki chińskiego producenta, którego Pentagon umieścił na czarnej liście; warstwa programowa maszyny ma być natomiast polska.
Publikacja spotkała się z ostrą reakcją. Film usunięto z serwisów społecznościowych, ale dyskusja trwa dalej — jej osią jest pytanie o ryzyko szpiegostwa w miejscu tak newralgicznym jak obiekt należący do Sił Zbrojnych RP i NATO. Wiceminister obrony Cezary Tomczyk, pytany o całą sytuację, stwierdził, że „komuś ostrożności ewidentnie zabrakło”. Przypominano też, że na tereny wojskowe nie wpuszcza się samochodów chińskich marek, a specjaliści określają zdarzenie jako potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski. Zdaniem ekspertów do takiej wizyty w ogóle nie powinno dojść.
Dostępne relacje nie są jednolite. Miejsce zdarzenia precyzuje tylko ich część, wskazując Port Wojenny w Świnoujściu — w pozostałych mowa ogólnie o porcie Marynarki Wojennej. Inaczej rozkładają się także akcenty dotyczące celu wizyty: raz na pierwszy plan wysuwa się zapraszanie odbiorców na Święto Wojska Polskiego, gdzie indziej nagranie jest traktowane jako materiał promocyjny wojska. Różni się wreszcie opis samego urządzenia — bywa nazywane po prostu chińskim robotem, a w innym ujęciu rozdziela się chińskie podzespoły i polskie oprogramowanie.
Warto pamiętać, że dostępne relacje nie rozstrzygają, kto konkretnie zdecydował o wpuszczeniu maszyny ani czy uruchomiono jakiekolwiek postępowanie wyjaśniające. Skasowanie filmu nie odpowiada samo w sobie na pytania o procedury dostępu do obiektów wojskowych. W szerszym ujęciu spór dotyczy nie jednego robota, lecz tego, jak instytucje państwa podchodzą do elektroniki pochodzącej z kierunków uznawanych za ryzykowne.