Alert RCB o rosyjskim nalocie na Ukrainę odwołany po kilku minutach
W niedzielne popołudnie mieszkańcy Lubelszczyzny dostali ostrzeżenie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa o trwającym ataku powietrznym po ukraińskiej stronie granicy. Kilka minut później komunikat wycofano. Część odbiorców zobaczyła na telefonie tylko drugą wiadomość — tę o końcu zagrożenia.
Alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa trafił do mieszkańców województwa lubelskiego w niedzielne popołudnie. Powodem był rosyjski atak prowadzony po drugiej stronie granicy — ostrzeżenie mówiło o zmasowanym ataku powietrznym w zachodniej części Ukrainy.
Komunikat nie obowiązywał długo. Zdjęto go już po kilku minutach, a mieszkańcy regionu dostali drugą wiadomość: zagrożenie minęło.
Problemem okazała się sama dystrybucja. Nie każdy odbiorca zobaczył komplet dwóch SMS-ów. Część osób nie dostała pierwszego ostrzeżenia w czasie, kiedy było ono aktualne, i na ekranie telefonu znalazła wyłącznie informację o odwołaniu alarmu.
Wyjaśnienia w tej sprawie pojawiły się z dwóch różnych stron i tu doniesienia się rozchodzą. Według jednej wersji o kulisach zamieszania mówił rzecznik RCB Piotr Błaszczyk, wskazując na przerwaną wysyłkę SMS-ów. Pozostałe relacje przypisują wyjaśnienie rzeczniczce MSWiA. Samej treści tych tłumaczeń przekazy nie przytaczają, nie wiadomo więc, co dokładnie zawiodło po stronie technicznej.
Nieznana pozostaje też druga rzecz: czy alarm ogłoszono przedwcześnie, czy też podstawy do jego utrzymywania rzeczywiście zniknęły w ciągu kilku minut. Żadna z relacji tego nie rozstrzyga.
Warto pamiętać, że w szerszym ujęciu system ostrzegania z założenia stawia na szybkość, a masowa wysyłka wiadomości do całego województwa nie kończy się w jednej chwili. Gdy alarm zostaje odwołany po kilku minutach, kolejność SMS-ów u części adresatów może się rozjechać — i to, sądząc po dostępnych wyjaśnieniach, jest sednem niedzielnego zamieszania, a nie fałszywy alarm jako taki.