Adrian Szymaniak wrócił do domu po hospitalizacji; rodzina: stan powoli się poprawia
Bliscy Adriana Szymaniaka ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia” poinformowali, że po kolejnym pobycie w szpitalu wrócił on do domu i ma tam opiekę przez całą dobę. Uczestnik programu leczy glejaka IV stopnia. Według rodziny jego stan „powoli się poprawia”, a zbiórka na leczenie ma zebrać 3 mln zł.
Rodzina Adriana Szymaniaka opublikowała nowe informacje o jego zdrowiu w opisie zbiórki finansującej leczenie. Uczestnik „Ślubu od pierwszego wejrzenia” zakończył kolejny pobyt w szpitalu i przebywa teraz w domu, gdzie zapewniono mu opiekę przez całą dobę. Przy chorym są pielęgniarki, rehabilitanci i opiekunowie medyczni, a obok nich najbliżsi.
Dom trzeba było przystosować do nowej sytuacji. Bliscy wskazali na sprzęt medyczny i rehabilitacyjny oraz urządzenia ułatwiające Adrianowi przemieszczanie się. Podkreślili, że wiązało się to z bardzo wysokimi wydatkami, które udało się pokryć dzięki wsparciu darczyńców. Poprosili też o uszanowanie prywatności — stąd mniejsza liczba publikowanych materiałów.
Diagnozę — glejak IV stopnia — mężczyzna usłyszał w lipcu 2025 roku. W czerwcu tego roku pojawiła się informacja o wznowie. Obecnie ma za sobą dwie kolejne dawki chemioterapii: we wlewach oraz uzupełniająco w tabletkach. Rodzina ocenia, że jego stan „powoli się poprawia”, a wyniki są lepsze, choć codzienność opisuje jako walkę o każdy ruch i każde słowo. Deklaruje przy tym: „Nie poddajemy się”. Adrian i Anita Szydłowska, którzy poznali się na planie programu, wychowują dwoje dzieci — Jerzyka i Biankę.
Zbiórka na leczenie wciąż jest prowadzona. Jej celem jest zebranie 3 mln zł.
Relacje rozkładają akcenty inaczej. Część z nich buduje przekaz wokół poprawy stanu i codziennej pracy zespołu opiekującego się chorym. W innych na pierwszy plan wysuwa się skala potrzebnej kwoty oraz zdanie bliskich o tym, że wierzyli, iż „udało nam się zatrzymać chorobę” — w czasie przeszłym. Różni się też punkt odniesienia dla początku choroby: gdzieniegdzie podana jest konkretna data diagnozy, gdzie indziej mowa ogólnie o ponad roku zmagań.
Warto pamiętać, że wszystkie te informacje pochodzą od rodziny, z komunikatu przy zbiórce — w żadnej z relacji nie przytoczono dokumentacji medycznej ani wypowiedzi lekarzy prowadzących. W szerszym ujęciu oznacza to, że opis samopoczucia należy czytać jako relację najbliższych, a nie jako komunikat placówki medycznej.